Pożegnanie z Jabłecznikiem – co dalej?

Życie bywa pełne niespodzianek. Nosisz w sobie decyzje, których nie podejmujesz licząc na to, że ich odwlekanie cokolwiek da. Czasem jednak wystarcza jeden mail, który odczytasz w środku nocy zamiast poczekać do rana i wówczas już wiesz, że trzeba reagować. I tak oto w piątek 15 listopada rano formalnie dobiegła końca moja współpraca z portalem apple-user.
Decyzja dla niektórych może zaskakująca, a dla większości bez znaczenia mimo to czuje się w obowiązku podzielić z Wami paroma moimi przemyśleniami.

Jak to się rozpoczęło

Czternaście miesięcy temu zdecydowałem się przyjąć propozycję Pawła o pisaniu dla Apple User. Wówczas była to Jego jednoosobowa strona o niewielkim zasięgu ale dużym potencjale. Nie sądziłem że zostanę na długo a tu proszę. Pisanie było lekarstwem na stany depresyjne, pozwalało też z powrotem zainteresowac się bardziej tematyką Apple i technologią. Pisanie recenzji aplikacji, szukanie newsów, nawiązywanie wspólpracy z programistami ale też ciężka orka gdy wordpress odmawiał współpracy, gdy kolejna wersja logo nie spełniała oczekiwań, wtyczki się zawieszały a nowo przyjmowani na próbę redaktorzy nie sprawdzali się. Była to jednak wspaniała przygoda, dzięki której poznałem masę fajnych ludzi, a przyjemnym dodatkiem możliwość korzystania z programów, na zakup których w innym wypadku nie byłoby mnie stać. Bywały takie momenty gdy czas poświęcony na Apple User i wolontariat sprawiał iż nie mogłem poświęcić go na nic innego zwłaszcza szukanie pracy 😉 co wywoływało zdziwienie u znajomych i rodziny. Ale w końcu liczyłem naiwnie że taka działalność powiązana z hobby sprawi iż będzie się można gdzieś w końcu zaczepić i znaleźć pracę zgodną z zainteresowaniami (nie, nie iSpot :P).

Macowa blogosfera – ja tu nie pasuję

Nie jest zapewne tajemnicą, że jak w każdej redakcji i tu zdarzały się spory i różnice zdań co do formuły portalu, rodzaju treści i generalnie tego co przyniesie przyszłość. Chociaż Apple nie jest tak popularne jak krąg Androida to jednak miłośnicy Nadgryzionego Jabłka częściej i chętniej próbują zakładać blogi, magazyny nagrywać podkasty. To powoduje,że ogromnie trudno się przebić zwłaszcza gdy dotychczasowi wielcy gracze konsolidują siły. Z jednej strony mamy iMagazine i skupiony wokół nich warszawski konglomerat blogowo-podkastowy Retro Rocket Network. Z drugiej strony MyApple, które przyciągnęło pod swe skrzydła zarówno Michała i Przemka z MacGadki jak i MacKozera. Gdzieś pomiędzy dryfowaliśmy My – Paweł, Jaromir, Arek, Michał i Ja. Z nas wszystkich jedynie Jaromir pod nazwą MacWyznawcy prezentował unikalną markę i rozpoznawalność, którą do dzisiaj z trudem sobie wywalcza w cyfrowym świecie. Reszta w tym i Ja to zwykli ludzie. Gdy tak o tym teraz myślę jaśniejszym jest fakt iż brak mi zadatków na polskiego MacRedaktora. Nie posiadam zespołu metalowego, nie kopię w ziemi, nie mieszkam w Warszawie i nie prowadzę forum, a kawiarnia której byłbym właścicielem pewnie po miesiącu by padła 😉 Nigdy nie zwiększałbym sztucznie oglądalności pozwalając na promowanie łamania prawa w tematach jailbreak i hakintosz, czy też pisząc “analizy” o tym jak to Apple się kończy. Nie stać mnie na wypoczynek w Indiach ani kupno Nexusa 7 do testów lub iPhona 5S by zrobić unpacking, a o Maku Pro mogę tylko pomarzyć.
Gdy każdy modny (nie mylić z modowym) blogger za szczyt honoru poczytuje sobie wyprodukowanie co najmniej kilku stoczterdziestoznakowych ćwierków dziennie nadużywając socjal-korpo-webnowomowy i dziwnych haszy (nie mylić z haszyszem) w rodzaju: #LudzieKtorzy, #nikogo, #żodyn lub niedługo kultowego #GimbyNieZnajo, gdy usiłują zrobić sobie dzień lub handlować z tym,wolę jak za dawnych czasów usiąść z herbatą i książką. Albo pójść wysłuchać baśni czy obejrzeć spektakl, przypominając sobie czasy gdy wypowiadane słowo miało swą wagę i piękno.
Niestety zdaję sobie sprawę, że nie tego oczekujecie. Chcecie kupować kolejne gadżety i szukacie kogoś kto pomoże Wam podjąć decyzję. A to wymaga bycia na bieżąco, by móc pisać o tym co Was ciekawi. A pewnie też nie jest dla Was tajemnicą iż lubię stare, sprawdzone rzeczy. Do dzisiaj używam iPhone 3GS i MacBooka Pro z roku 2009. Nie podobało mi się to co Apple zrobiło z designem w iOS7. I nie podobało mi się to co zrobiono z OSXem po wersji 10.6.8. Nie mogę odżałować że w pogoni za kasą firma której produkty były uosobieniem jakości nie dodała obsługi iCloud do Snow Leoparda fundując nam w zamian permanentne bety w każdej kolejnej aktualizacji psując coś i jednocześnie naprawiając. Reklamowana jako “killer feature” w Lionie funkcja pełnoekranowych aplikacji zaczęła działać dopiero w Maverick. Naprawdę nic by się nie stało gdyby to wszystko co jest w 10.9 wyszło jako 10.7. Ale takie opinie to mniejszość – obowiązuje moda być być trendi, rzucać się na każdą nowość i zachwycać bez zbędnych refleksji. Coraz częściej w Jabłeczniku byłem przekrzykiwany i przegłosowywany. Rozsądek podpowiada więc by kończyć projekty , w których Twój głos niewiele znaczy.

No ale niestety…

Niestety przez ostatnich 14 miesięcy nie udało Nam się zyskać popularności w Waszych sercach. Staraliśmy się jak się dało pisząc recenzję, organizując konkursy, nagrywając podkast a mimo najszczerszych wysiłków i tak woleliście zaglądać do iMaga lub poczytać co tam nowego na Spider’s Web. Posty trudniejsze wymagające pewnego skupienia jak np cykl AUtomaczek przegrywały popularnością z newsami typu “nowy iSpot w Katowicach”, recenzje aplikacji nie były nigdy tak czytane jak plotki o kolorowym 5C . Jeśli polubienia na Facebooku mogą być jakims kryterium – przez rok nie potrafiliśmy przebić poziomu 400 lajków – w tym czasie iMagazine miał ich 6 tysięcy. Nawet Jabłecznik mimo kilku szczerych wyrazów sympatii nie odniósł sukcesu na jaki liczyłem. Widocznie to prawda iż bez pieniędzy, sponsorów samym tylko zaangażowaniem nic się nie zdziała. Nie rozumiem za bardzo systemu rankingowego iTunes ale mimo iż czasami zdarzało Nam się zająć trzecie miejsce w dziale “Technology” to w “Top 200 Episodes” nie znalazł się ŻADEN powtórzę ŻADEN odcinek Jabłecznika. Mieliśmy też ogromne problemy by zwerbować kompetentne i obeznane z technologią dziewczęta do działu „Kobiecym Okiem”. Albo ze znalezieniem sponsorów, przez to nie było i nadal nie ma szans by udać się za ocean i relacjonować dla Was MacWorld.
Chociaż może nie powinienem mieć złudzień – rynek w Polsce jest nasycony treściami a dla wielu ludzi korzystanie z Sieci sprowadza się tylko do Google i Facebooka więc po co zaglądać jeszcze na jakieś strony i słuchać audycji.Marka AU nie stała się znana nawet wśród ludzi, którzy konferowali ze mną na Twitterze (tak tak,były takie przypadki). Będąc niejako odpowiedzialnym za rozwój strony biorę za to odpowiedzialność i poczytuję to sobie za moją osobistą porażkę.

Co dalej?

Co będzie dalej z Apple User i Jabłecznikiem? Jestem pewien że Jaromir i Paweł pokierują okrętem w dobrą stronę już bez balastu jakim jest moja osoba z niełatwym w końcu i trudnym charakterem. Życzę Im powodzenia – jeśli się uda dostaniecie mnóstwo dobrych treści i przyjazny zwykłym macuserom zakątek. Jeśli nie – przynajmniej zniknie z Sieci kolejne miejsce do hejtowania a wszyscy miłośnicy Samsunga odetchną z ulgą mogąc bez przeszkód głosić wszem i wobec że Android jest najlepszym, najszybszym, najbardziej zoptymalizowanym systemem. Tak czy inaczej wszyscy skorzystają 🙂 Mam tylko nadzieję że znajdę inny obszar aktywności, którym będę potrafił wypełnić swoje życie.

Reklamy